niedziela, 1 stycznia 2017

2017...

...rok.
Nigdy się nie zastanawiałam, czy do tego roku dożyję. Gdy byłam mała wyliczałam ile będę mieć lat w 2000 roku. Wydawał mi się wtedy taki odległy... i że taka stara wtedy będę... A tu mamy 17 lat później, a ja ciągle na jakimś chodzie. Jeśli dobrze pójdzie, to jakieś pół życia za mną. Chyba te lepsze pół życia, chociaż trzeba się zastanowić co zrobić, żeby to kolejne było w miarę przyjemne.
I tu - niestety - główne chmury chyba rysuje sytuacja geopolityczna. Niby jest cudownie, ale jakiś taki coraz większy niepokój w środku rośnie, że nie wiadomo kiedy walnie. Tym bardziej, że zerknięcie w portale to same 'awantura'... 'nie żyje'... 'zamach'... 'tragedia'... (gazeta.pl); 'niespokojnie'... 'psucie demokracji'... 'terrorysta'... (rp.pl); 'zamieszki'... 'krwawy zamach'... 'rosyjskie służby'... (onet.pl); 'krew na rękach'... 'Smoleńsk 2010'... 'bestia'... 'strach'... (gazetapolska.pl); 'wstrząsające'... 'zamieszki'... 'przerażające'... (niezalezna.pl).
To takie mniej lub bardziej głupie przykłady.

I tu - nostalgicznie - to, co 'przed stu lety':
a co potem życie zgotowało to 'człowiek nigdy nie wie, co go czeka'.

Ale w sumie siadając nie o tym miałam pisać. Miałam o tym, że listopad i grudzień ciężki był. Do pracy po ciemku. Z pracy po ciemku. Praktycznie jak ten kret. Źle to na mnie wpływa. Obowiązki cały listopad i grudzień. Dużo rzeczy poszło w odstawkę, jednak świadomość, że to chyba nie o to chodzi rosła. Ogródek to tylko czasem w weekend udawało mi się zobaczyć, choć nie znaczy to, że coś zrobić, czy nawet posiedzieć na krześle.
Z początkiem stycznia zazwyczaj coś się w człowieku zaczyna budzić na nowo. Jakoś więcej werwy się ma. Potem ten wydłużający się dzień pozwala już wyjść na zewnątrz, coś zobaczyć, zrobić. Jakby na dobrą wróżbę dzisiaj pogoda była piękna. Siedliśmy sobie z Mi i Po na tarasie i powystawialiśmy twarze do słońca. Potem pograliśmy w badmingtona (babingtona - jak poprawiała w Mi zeszycie nauczycielka!), a potem pojechaliśmy na spacer na Radunię. Było pięknie, nie licząc śmieci po sylwestrowej nocy, które jakieś bydło zostawiło na szczycie (posprzątaliśmy - żeby nie było).
A jutro do roboty.



2 komentarze:

  1. Badmintona* ;)

    Szczęśliwego roku, Siorko. Niech dobra wróżba się spełni! A co do nagłówków... Heh, myślę, że dzieją się też dobre rzeczy, po prostu złe się lepiej sprzedają.

    OdpowiedzUsuń
  2. No widzisz. A Mi wiedział jak napisać i napisał dobrze. A ja na poziomie nauczycielki zostałam.

    OdpowiedzUsuń