poniedziałek, 10 listopada 2014

Dwa dni ciężkiej pracy...

...za nami.
Dzieci u dziadków, my na budowie. Łu walczył z włącznikami zmierzchowymi do świateł zewnętrznych. Dwa dni, trzy wizyty w marketach na Bielanach, a końca jeszcze nie widać. Musi się uporać przed jutrzejszymi pracami na elewacji, więc z samego rana trzeba będzie pędzić na budowę. Teraz jeszcze siedzi i zasuwa z projektem schodów. Coś trzeba zupełnie pozmieniać.
Ja na spokojnie. Wczoraj robiłam ostatnie malowanie kuchni i salonu na dole. Na szczęście wcześniej już dwukrotnie wymalowałam wszystkie wnęki okienne i inne trudniejsze miejsca. Teraz zostało głównie pociągnąć równo po dużych powierzchniach i domalować szczegóły. Dzisiaj z kolei zagruntowałam i pomalowałam łazienki. Nie bez przygód, bo...
...na budowę przywiozłam sobie kapcie. Takie skórzane 'góralskie'. Wsuwane. I co weszłam w nich na drabinę to zaczynałam dostawać głupawki, bo Łu mnie wcześniej ostrzegał, żebym uważała, bo jak wejdę na drabinę to mogę wyjechać z tych kapci. Wizja wyjeżdżania z laczków na drabinie była cokolwiek zabawna.
...łazienki chciałam skończyć za jasności. Nie udało się (Dana sorry, że się Tobą nie zajęłam, ale naprawdę chciałam się uwinąć przed zmierzchem, a skończyłam około 21). Łazienkę na górze kończyłam 'na pamięć', co pewnie zaskutkuje plamami. Na ostatni fragment łazienki na dole zabrakło dosłownie szklanki farby. Co robić? Ponieważ farby były Beckersa, to wiedziałam, że w sklepach są próbki tych farb. Lepiej wziąć kilka próbek, niż 2,5 litrowy baniak. Popędziłam więc na Bielany. Niestety, białej farby nie było w próbkach. :( Wzięłam najmniejsze możliwe opakowanie podobnej farby, czyli litr Śnieżki (kuchnia + łazienka), dodatkowo 5 próbek czerwonej (w łazience będzie dosłownie ok. pół metra kwadratowego pomalowane na czerwono - mniej więcej jak na projekcie). Łu kupił całe 2,5 litrowe opakowanie Beckersa Deep Ruby. Ale szkoda je napoczynać. Może uda się oddać? A może komuś się przyda?
Kolor, wg mnie, nie będzie nam pasował, bo jest taki czerwony wpadający w malinowy. Ale Łu mówi, że będzie pięknie. Pół metra pomalować, to nie problem, więc stwierdziłam, że nie będę się kłócić tylko zobaczymy jak wyjdzie. ;)
W każdym razie mam nadzieję, że malowanie łazienek na finiszu. Choć ostatecznie okaże się to jutro, przy dziennym świetle.
Dodatkowo pojechałam akrylem w kuchni i teraz jest już (prawie) ślicznie wykończone. I nie będę teraz myśleć nawet nad tym, co jeszcze jest do zrobienia. O nie! Pomyślę o tym jutro. Tym bardziej, że bełkoczę już chyba niemożliwie.

2 komentarze:

  1. Elewacja jest ciężka, ale jak już to będzie za Wami to pójdzie jak po maśle ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też mam taką nadzieję. Tym bardziej, że chałupa będzie już wyglądała prześlicznie (przynajmniej w naszym mniemaniu) i będziemy z przyjemnością do niej wracać. Szkoda tylko, że czasu jakoś tak mało na bycie w domu.

    OdpowiedzUsuń