poniedziałek, 3 listopada 2014

Przyspieszenie...

...znowu.
Dziś od rana coś się działo na budowie. Najpierw zjechały rusztowania. Stanęły i... stoją. To chyba wszystko, co wykonawca na dzisiaj przewidział. Musiał (chyba wbrew sobie) trochę dłużej pobyć na budowie, bo miał jeszcze odebrać tynki i rynny. Odebrał, bo materiał jest w garażu, ale na tym prace zakończył. Poleciał chyba na tę budowę, co to ją tłucze od paru miesięcy. A na nas nie ma czasu.

Łu po pracy pojechał wykańczać gładzie w korytarzyku. Na szczęście nie zdecydowaliśmy się na gładzie w całej chałupie, bo - po wyliczeniach - wyszło tego około tony. Bodajże 2000 zł za materiał i 25 zł za metr robocizny. Dziękuję.
W zasadzie to nawet nie wiem, czemu je robimy w korytarzyku. Czemu nie został tam zrobiony tynk, jak wszędzie? Nie wiem. Może Łu miał jakąś inną koncepcję? A wyszło, że trzeba było coś połatać, bo ściany nie nadawały się do pomalowania po prostu, a jakieś okładziny też nie wyszły? W każdym razie wczoraj i dzisiaj Łu gładziuje korytarzyk i taką nadbudowę nad meblami w kuchni.
Dobrze, że Łu na budowie, bo dostałam telefon, że jadą lodówka i zmywarka. Załapaliśmy się na 'super' promocję, że dowóz gratis. Dowóz niby tak, ale wniesienie już nie. Za prawie 40 zł musiałam dokupić wniesienie po trzech schodkach! bo nie wiedziałam, czy damy radę we dwójkę, i czy w ogóle we dwójkę będziemy mieli możliwość je odbierać. Nie mieliśmy. Ale i tak musiałam zostawić dzieci same w domu i pędzić na budowę, bo jakieś papiery z kupna były potrzebne. Drugi 'bonus' dostawy polegał na tym, że niby darmowa, ale czas dostawy między 11 a 21 i nikt się nie pofatyguje, żeby chociaż powiedzieć, któremu się jest w kolejce. Ba, pani nawet nie była w stanie mi powiedzieć, czy ktokolwiek, kiedykolwiek zadzwoni. Szczęśliwie się złożyło, że akurat Łu był.
Dostawa udała się w połowie. Zmywarka wyglądała ok., ale lodówka - już po odpakowaniu - okazała się całkiem mocno trzaśnięta. Czyli pojechała z powrotem do Warszawy. Następny transport w środę. Dobrze, że już zaplanowałam wolne.
No i jutro... tadam... kuchnia. Znowu napięcie rośnie. Jak to wszystko będzie wyglądało, czy wszystko przebiegnie bez większych perturbacji? Do przyszłego tygodnia chałupa powinna się zmienić z zewnątrz i wewnątrz. Ale ciągle będzie daleka do kompletności.
Spotkałam jeszcze sąsiadkę. Przez chwilę pożartowałyśmy właśnie na temat mieszkania na placu budowy. Że w zasadzie to się człowiek przyzwyczaja i cieszy tym co jest. Po dwóch latach skupiania tylko na jednym zaczyna patrzeć i nie widzieć budowy. Znajomi zresztą opowiadali, że myśleli, że jak się wprowadzą, to szybko wykończą co zostało. A potem przez dwa lata nie zrobili prawie nic. Dopiero po tym czasie pozbierali się na tyle, żeby zacząć dociągać braki: żarówki, listwy, firanki, ogród. A u nas?
A u nas Mimon ostatnio słucha na okrągło:


3 komentarze:

  1. Asiu, czy byłaś dzisiaj z mężem w Ikea? Bo ja byłam i gapiłam się na pewną kobietę bo wydawało mi się, że to ty :)
    Pozdrawiam,
    Milena

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, nie byłam. Choć byłam na Bielanach. A czemu myślałaś, że to ja?
    A jakbyś była w okolicy, to zapraszam na budowę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślałam, że to ty, bo też nazywała się Joanna i śpieszyła się z mężem na budowę. A poza tym była podobna do Ciebie. O tyle o ile mogę ocenić podobieństwo ze zdjęcia w profilu. Ale stałam za nimi w kolejce i rozmawiali o budowie, byli na takim etapie jak wy. Bardzo dużo podobieństw, właśnie mieli montaż kuchni. Ale dobrze, że się powstrzymałam i nie zagadnęłam ich :)
    pozdrawiam
    Milena

    OdpowiedzUsuń