wtorek, 10 września 2013

Znaki na niebie...

...i znaki na ziemi.

Ha, tak sobie jadę dzisiaj na rowerze. Z pracy do domu, przez przedszkole Po. Rozmyślam nad tą naszą budową. Wątpliwości dużo. Wychodzi nam, że rata kredytu, o jaki wnioskowaliśmy, przekracza 2400 zł. Dużo. Bardzo dużo. Właściwie zdecydowanie nie stać nas na nią. Ale... ciągle rozbijamy się o sprzedaż mieszkania. Gdyby się udało, to spłata kredytu o ok. 100 tys. obniża ratę poniżej 2000 zł. No i spada nam strup w postaci mieszkania i kredytu za nie. Ale... mieszkania ciągle nie sprzedaliśmy. Choć ostatnio ożywiło się trochę i mieliśmy nawet dwie wizyty zainteresowanych. Statystyki również mówią o dużym wzroście sprzedaży ze względu na coś tam, a od stycznia ma wejść mdm, czyli program 'mieszkanie dla młodych'. Czyli jest szansa, że po roku posuchy coś się ruszy.
Ale... szansy się do gara nie włoży. :(
Więc jadę sobie tak dzisiaj z pracy; gonię, bo wyjechałam pół godziny później niż zazwyczaj. Trochę zaczęło kropić i miałam dylemat, czy zmieniać rower na samochód jadąc do przedszkola. Ale w końcu mamy końcówkę lata - trzeba korzystać z ostatnich ciepłych dni, nawet, gdyby miało nas troszkę pokropić. Kropi, i pochmurno w zasadzie od dłuższej chwili; z południa widać już nadciągające chmury, z których mają być ulewy w nocy. No i gdy tak sobie jechałam martwiąc się, czy podpisywać tę umowę, co to już niby jest przygotowana (wspomniałam, że mamy pozytywną decyzję?), czy jednak odpuścić, to cóż na tym niebie zobaczyłam? Pochmurnym! Słońce też nie świeciło! A tęcza była!
Tonący brzytwy się chwyta, a naiwny znaków na niebie. Niemniej, przypomniał mi się mój pierwszy (i jedyny - jak dotąd) egzamin na prawo jazdy. Kiedy to, podczas czekania na placu manewrowym na swoją kolej, rozpadało się dokumentnie, wszyscy się pochowali, tylko ja zostałam na placu pod jakimś daszkiem. Jakoś tak spokojnie było, deszcz się jeszcze nie skończył gdy wyszła tęcza, a ja już wiedziałam, że zdam. No i zdałam.
No i dzisiaj podobnie się poczułam: co się martwisz głupia, uda się.
W takim pozytywnym nastroju dotarłam do przedszkola. 10 minut przed zamknięciem. Pani sprzątająca już sprzątała, Po jako ostatnia czekała, tylko... tylko godzinę wcześniej dostała gorączki 38,3 st.C. A ja na rowerze! W trymiga w tył zwrot, żeby w 15-20 minut wrócić większym wehikułem.

*** Ciach ***

I kto uwierzy, że właśnie przyszedł klient do mieszkania? Przyszedł, poogldał. Jest zainteresowany kupnem za 270 tys. zł.

1 komentarz: