sobota, 1 lutego 2014

...

...czyli o wszystkim i o niczym.
Dołożyłam do galerii zdjęcia. Ostatnie zdjęcia z wnętrza z otwartą 'górką'.
Chwilę później zostały wytrasowane ścianki działowe i obecnie są już ułożone pierwsze rzędy bloczków wykreślających każde z pomieszczeń, ale tego już nie doczekałam.
Pojawił się problem z oknami dachowymi. Jak dla mnie są po prostu za wysoko. Podstawiłam sobie bloczek, taki pi razy oko wysokości przyszłej podłogi. I guzik - nie widzę co jest za oknem. Ale wszyscy panowie mnie zakrzykują (włącznie z Łu), że tak ma być. Bo to okna do oświetlenia pomieszczenia. Kurza, dziękuję za pomieszczenie, z którego nic nie widzę. 'Ale przynajmniej nie walnę się oknem w głowę'. No pewnie, bo ledwie jestem w stanie je otworzyć. Wrr...
Dla równowagi okno w garażu zamontowane jest podobno na takiej wysokości, że trzeba do niego 'na kolanach'. Wrr... Główny ból, że przeniesienie okna to cięcie membrany dachowej. Zakładanie jej i klejenie, gdy dachówki, łaty i kontrłaty na dachu - wicie rozumicie. 2x wrr...
A wszystko przez robienie na szybko, żeby zdążyć przed mrozem. I tak po prawdzie, to dzisiaj był pierwszy dzień, że mogłam wleźć na górę i na te okna popatrzeć. Po trzech tygodniach! Choć w sumie nie ma to znaczenia, bo membranę pocięli od razu.
Na dole ścianki urosły już mniej więcej do 170 cm i każde pomieszczenie zaczyna nabierać swojej własnej przestrzeni.
Nieco zadziwiła mnie długa perspektywa z 'małego' pokoju na dole:
W miejscu, z którego robione jest zdjęcie planowałam szafę. Ale może szkoda zamykać taką przestrzeń? Może lepiej byłoby tam postawić kanapę dla gości?
Łazienka na dole:
wydaje się malutka. Aż trudno sobie wyobrazić, że ma tam wejść całkiem spory prysznic, kibelek, umywalka z szafką, grzejnik i szafka na wodomierz. Ale że projekt mówi, że się zmieści, to pewnie się zmieści.

Wybraliśmy się jeszcze dzisiaj na rekonesans po sklepach w poszukiwaniu inspiracji łazienkowo-kuchniowo-oświetleniowo-lichowiejakich. Jak coś ładne to drogie. Jak solidne to bardzo drogie. A jak ładne i solidne, to już lepiej nic nie mówić. Łu spodobała się koncepcja blatu nad blatem (w kuchni). Może się skusimy. A mnie właściwie spodobał się tylko:
i jeszcze drugi stół, duży, rozkładany, na jednej nodze (takiego wyszukiwałam w necie, ale nie mogłam znaleźć), ale nie sfotografowaliśmy, bo się okazało, że po sklepie rozwieszone są tabliczki z przekreślonym aparatem. Trochę szczena mi opadła. Za to śmiać mi się chciało, gdy przy kibelkach zobaczyłam tabliczki 'proszę nie siadać'. Śmieszne tym bardziej, że Łu do tej pory wspomina tabliczkę w Szwajcarii NAKAZUJĄCĄ siadanie na kibelek siusiającym panom: 'absitzen bite' (jeśli dobrze pamiętam) i stosowny na tę okoliczność obrazek. Wracając do tego stołu ze zdjęcia, to Łu też się spodobał, ale wolałby nogi jednolite. A mnie się podoba właśnie przez tę kolorowość. W dość mdłych kolorystycznie pomieszczeniach, jakie planujemy, taki stół to wystarczyłby za wszystkie ozdoby. Ale ceny są po-wa-la-ją-ce. Rzędu nastu tysięcy.
Podobnie schody. Znaleźliśmy stoisko wykonawcy schodów, mniej więcej takich o jakich myślimy. Wycenione na 40k. Buchacha. Netowe ceny to ponad połowa mniej.
A na zdjęcie (za stołem) załapała się Po - biegająca boso po sklepie. Boszzzz i wybierz się tu z dziećmi do sklepu! O dziwo nigdy (tfu, na psa urok) żadno moje dziecko nie narozrabiało w sklepie. I tylko z tego zaufania do nich w sklepach bywam spokojna. W przeciwieństwie do wszystkich w koło, bo dwa diabły wyglądają, jakby chciały piekło podpalić.

3 komentarze:

  1. Ale super! Naprawdę! Zazdroszczę. :)
    No, ale GDZIE JEST ZDJĘCIE KOZY? Czekam i czekam... :)
    fifka

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie ten kolorowy stół podoba się do szaleństwa :) A rzemieślnik jakiś by nie zrobił podobnego?

    Co do okien, to oni się nie znają, no ale zawsze możesz stanąć na taborecie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Co do okien, to miałam okazję mieszkać po dwa lata na poddaszach z oknami na wysokości wzroku i z oknami bardzo wysoko, tak, że się otwierało je specjalnym prętem. Przez te pierwsze widok był bardzo brzydki, na dach i komin. Naprawdę, nic zachwycającego. I bez przerwy mialam przed oczami brudne szyby. Bo ich się nie da myć za często, ani za dokładnie. Te drugie dawały przyjemny widok na niebo i chmury, i nie denerwowały mnie swoim brudem. :) No, i te wyżej zamontowane naprawdę dają więcej światła. Może to cię pocieszy. :)

    A teraz chciałam do kozy wrócić. :) :)
    Męczę tę kozę, bo czuje że macie temat obcykany, a japotrzebuję porady jako zieloniutka w temacie. Otóż gdzie się mogę przeszkolić z rodzajów piecyków. Są zwykłekominki, są kominki akumulacyjne, są wolnostojące piece kaflowe. I pewnie jeszcze coś. Gdzie jest jakieś takie prosto napisane kompendium dla początkujących? Bo mam maleńko miejsca na ten piec, wąsko bardzo, muszę dobrze się do tematu przygotować. I to na wczoraj. :) Jakieś linki poproszę może, podpowiedzi jakieś? (fifka)

    OdpowiedzUsuń