wtorek, 27 listopada 2012

Chcesz być szczęśliwy...

...jeden wieczór - upij się,
chcesz być szczęśliwy rok - ożeń się,
chcesz być szczęśliwy całe życie - załóż ogród.

Jak mówi stare japońskie przysłowie.

Przyszło mi do głowy, gdy zabrałam się za ratowanie kwiatków. Jeden zaniedbany przeze mnie - miałam nadzieję, że postoi na antresoli, gdzie mimo okna brakuje światła; drugi przez moją Drugą Połowę w pracy - no cóż, palmy też od czasu do czasu potrzebują podlewania.
Jakąś głupią cechę mam, że ratowane rośliny rosną u mnie bujnie. A śliczne i piękne - muszę najpierw zmarnować. Przykłady mogłabym mnożyć, zaczynając od zdechłej palmy daktylowej kupionej w biedronce za bodajże 3 zł (początkowo miała jeden zdechły i złamany liść, a wyrosła już na ponad 2 metry), po papirusa i bluszcz przechodzące obecnie kwarantannę u mnie w pracy, bo w domu ciągle coś na nich lądowało.
Po raz kolejny stwierdzam, że grzebanie w ziemi jest przyjemne. Przycinanie gałązek, gdy już wiem, że efekt będzie za jakiś czas, ale na pewno dobry - daje jakieś takie wewnętrzne poczucie więzi z rośliną, z ziemią (z Ziemią?). Świat w doniczce jednak wydaje się taki mały.

A może japońskiej cierpliwości i uwagi mi brak?

2 komentarze:

  1. No właśnie, co z papirusem? U mnie rośnie...

    Przypominając jego historę: mam go od Ewy Sekretarki, potem był u mnie na Podgórzu, skąd wypączkował w różne miejsca (EwaR, Duśka, teściowa, Ty), następnie wzięłam gałązkę od Ciebie do UK i rośnie tu sobie pogodnie (u Duśki też).

    OdpowiedzUsuń
  2. Papirus rośnie i ma jakieś 1,5 metra. Tylko kwitnąć jeszcze nie kwitnął.
    A ja bym chętnie się dorwała do hoji (odm. bella, bo inną to mam).

    OdpowiedzUsuń