środa, 7 listopada 2012

Wieści z frontu...

...choć to chyba piąta lub szósta linia okopów, bo nic się nie dzieje. W każdym razie nic przełomowego, ale że siedzimy z Po w domu, to jest chwila na podsumowania.

Nazwa drogi.
Sąsiadka prosiła mnie chyba jeszcze w czerwcu o możliwie szybkie załatwienie nazwy drogi, bo gdy będą się chcieli wprowadzać (w okolicach jesieni) to musieliby już mieć nr adresowy. Ponieważ wymagana jest zgoda wszystkich współwłaścicieli na taką operację, sąsiadka takiej nie ma a ja i owszem, toteż poszłam załatwiać. Czemu nie. Za fatygę uzurpowaliśmy sobie prawo do nadania nazwy: Maciejkowa. Akurat pasująca do okolicznych Wrzosowych, Żurawinowych, Chabrowych...
Zebrałam papiery: wniosek, upoważnienia i do urzędu. Stamtąd odesłali mnie do Rady Sołeckiej do zaopiniowania nazwy drogi. Zaniosłam więc papiery sołtysowi, który obiecał zająć się sprawą. Upoważnień -- jak stwierdził -- nie potrzebuje. OK. Na przełomie lipca i sierpnia dostałam SMSa, że sprawa poszła do uchwalenia przez Radę Gminy. I co? I nic. Po jakimś czasie okazało się, że jednak upoważnienia są potrzebne. Teraz mamy początek lipca, posprawdzałam uchwały rady gminnej z ostatnich miesięcy. Są uchwały dotyczące dróg, ale naszej - NIE.
[ciach]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz