wtorek, 20 listopada 2012

Gaz, gaz, gaz na ulicach...

A konkretniej gaz na ulicy Maciejkowej.

A na marginesie... pisałam już, że dostałam oficjalne pismo o przesłaniu uchwały z tą nazwą do Rady Gminy? Czyli za parę dni uchwała powinna zostać klepnięta, co będzie dopiero początkiem urzędowej drogi do zatwierdzenia nazwy, bo następnie trafi do wojewody, który ma ją zgłosić do jakiegoś urzędowego monitora; po 14 dniach od pojawienia się w monitorze dopiero nazwa będzie już legalna i od tego momentu będzie można złożyć wniosek o nadanie numerów adresowych. Najprawdopodobniej nasza chałupka będzie miała numer 7. :) Maciejkowa 7. Ładnie, nie?

Wracając do gazu... jestem po wstępnych rozmowach w gazowni, z których wynikło, że najlepiej będzie się spotkać w składzie gazownia i przedstawiciele trzech działek, do których będzie ciągnięty gaz. I takie spotkanie będę organizowała na za tydzień, w piątek. Najbardziej prawdopodobny jest scenariusz, że będziemy wspólnie robić przyłącze. Na co możemy liczyć od strony gazowni? Nie mam pojęcia. Najchętniej to im przekazalibyśmy całe przedsięwzięcie minimalizując nasz udział do podpisania umowy i zapłacenia ryczałtowej opłaty, coś ok. 1000-2000 zł. Niestety, mamy jedną hardą sąsiadkę, która nie chce wyrażać zgód. Kicha, ale jakoś damy radę.

Jeszcze krótko o sołtysie... sprawa czy go obsmarowywać czy nie - sama się rozwiązała. Złożył rezygnację. Jak do mnie dociera, to w różnych innych sytuacjach też pozaliczał wtopy. W styczniu czekają nas wybory.

1 komentarz: