niedziela, 25 listopada 2012

Długi list...

...do współwłaścicielki. Właściwie, to nie miałam go umieszczać, ale dość dokładnie przedstawia dotychczasowe perypetie związane z nazwą drogi. Adresatka nie wyraziła zgody na zaproponowaną przez nas Maciejkową. Niemniej, może naiwnie, wierzę, że będziemy w stanie jeszcze coś z tą sąsiadką wspólnie zdziałać. Na przykład przekazać drogę gminie. Czy będzie jeszcze jakaś szansa?

Dzień Dobry Pani R.,
po pierwsze dziękuję za odpowiedź. Mam nadzieję, że dzięki temu będę miała możliwość przybliżyć Pani sprawę, co - telefonicznie - byłoby trudne.
Jak myślę rozumiem Pani obiekcje co do trybu załatwienia sprawy. Sama również należę do osób, które wymagają jasnych i pełnych informacji, konsultacji ze wszystkimi zainteresowanymi. Mam nadzieję jednak, że to co niżej napiszę przynajmniej w jakiś sposób przybliży Pani taki a nie inny sposób zakończenia tematu nazwy drogi.

Ponad 2 lata temu kontaktowałam się ze wszystkimi ze współwłaścicieli działek drogowych prosząc o zgody niezbędne do uzyskania pozwolenia na budowę. Przy okazji każdemu starałam się zasygnalizować jakie są (bądź będą) problemy do wspólnego rozpatrzenia i prosiłam o podanie danych kontaktowych.
Niedługo po tym napisałam do wszystkich współwłaścicieli, których maile posiadałam (Pani maila nie miałam), z prośbą o przedstawienie propozycji własnej nazwy. Odpowiedzi trochę mnie zaskoczyły, bo albo nie dostałam żadnej, albo po kilka, kilkanaście propozycji. Jakiś czas po tym został zniszczony dysk mojego komputera (wypadek losowy), w efekcie którego przepadły zebrane informacje.
Oczywiście mogłam ponownie wysłać maile, zadzwonić do współwłaścicieli, których maili nie miałam. Niemniej jednak - musi to Pani również uwzględnić - współwłaścicieli jest obecnie około dwudziestu i każdy z nich ma inne podejście do sprawy, również typu 'wszystko mi jedno', 'co pani wybierze, to będzie dobrze', 'proszę nie zawracać mi głowy'. Ja również jestem człowiekiem zapracowanym i bieganie za każdym z pytaniem czy taka czy inna nazwa wykracza poza zakres moich czasowych możliwości. Dlatego, gdy zgłosiła się do mnie jedna ze współwłaścicielek, że załatwi sprawę, bo będzie w stosunkowo niedługim czasie potrzebowała możliwości nadania numeru adresowego - przekazałam jej sprawę, z nazwą do jej decyzji. Okazało się jednak, że nie jest to takie proste, oprócz współwłaścicieli nazwę opiniuje rada sołecka. Sprawa znowu trafiła do mnie, ponieważ mieszkam na miejscu i mam (po sąsiedzku) kontakt z sołtysem, któremu przekazałam sprawę (w lipcu tego roku), z nazwą Maciejkowa, bo taką aprobowali współwłaściciele, z którymi miałam bezpośredni kontakt. Sołtys stwierdził początkowo, że zajmie się całą sprawą i nic już z mojej strony nie będzie potrzebne. Po jakimś czasie okazało się, że jednak jest potrzebna decyzja współwłaścicieli - przekazałam sołtysowi zgody dotyczące celów budowlanych (gdzieś na początku września). Przez dłuższy czas nie spotykałam sołtysa, a że Rada Gminy ma sesje raz w miesiącu, dopiero po ogłoszeniu uchwał mogłam się zorientować, że w sprawie nic się nie drgnęło. Mimo kilkukrotnych prób telefonicznych, nie udało mi się skontaktować z sołtysem. W niedzielę, 4 listopada spotkałam sołtysa i usłyszałam, że sprawa jest przekazana. 5 listopada pojawiły się w internecie uchwały Rady Gminy, wśród których znowu nie było uchwały dotyczącej naszej drogi. 7 listopada zadzwoniłam do wydziału geodezji, gdzie dowiedziałam się, że upoważnienia do nich trafiły dopiero 5 listopada i na ich podstawie nie będzie możliwe nadanie nazwy drodze. Niemniej, że wystarczy, że skonsultuję się ze współwłaścicielami, i mailowo wyślę informację, że współwłaściciele wyrażają zgodę. Zgodnie z tym skontaktowałam się ze współwłaścicielami, do których miałam kontakt telefoniczny i informacje o wynikach przekazałam mailowo do wydziału geodezji i wszystkich współwłaścicieli, których maile posiadałam.

To wszystko. Mam nadzieję, że nie znudziłam Pani tym długim opisem. Mam nadzieję również, że zrozumie Pani, że sprawa, którą zawracam Pani głowę przez ostatni tydzień, dla mnie ciągnie się już ponad dwa lata i chciałabym ją już po prostu zamknąć. Czy nazwa taka czy inna - jest mi obojętne. Wybraliśmy starając się dopasować do nazw okolicznych i gustów innych. W Pani przypadku nie udało się. Mam jednak nadzieję, że nie zamknie to możliwości współpracy w innych problemach dotyczących naszej drogi.

Pozdrawiam serdecznie,
JDM

PS.
W Ustawie o drogach publicznych w zakresie nadania nazwy znalazłam tylko zapis, że nazwę drodze nadaje rada gminy (czyli wcale nie musi uwzględniać preferencji właścicieli) na wniosek właścicieli (art. 8. pkt. 1a.). Ponieważ nie określono, że muszą to być wszyscy właściciele dlatego podejrzewam, że interpretuje się, że nie ma takiego obowiązku.

JDM


A... i dodam jeszcze, że minęło już ponad 2 tygodnie a odpowiedzi nie dostałam. Pewnie już nie dostanę.

2 komentarze:

  1. Heh, mnie zastanawia, dlaczego ludzie tak się zachowują? Co im to daje? Chodzi o poczucie władzy, czy zwyczajną, bezinteresowną złośliwość?

    OdpowiedzUsuń
  2. Truizmem będzie gdy powiem, że powodów może być dużo różnych. Pewnych się domyślam. Być może źle. Na pewno ocena nie jest czarno/biała. Myślę, że problem się robi, gdy ma się do czynienia z osobami zachowującymi się irracjonalnie. Mam nadzieję, że w tym przypadku tak nie jest. Przekazaniem drogi gminie ma się zająć inna współwłaścicielka, może jej będzie łatwiej dotrzeć do tej.

    OdpowiedzUsuń