niedziela, 27 kwietnia 2014

Ogród...

...a właściwie coś, czego nie ma. Niestety.
Miałam wczoraj zdjęcia zrobić, ale nie zrobiłam. Również niestety.
Mimo że wydaliśmy już ładnych parę tysięcy, to w zasadzie nic nie mamy. Pieniądze poszły na około 30 wywrotek ziemi (nie pamiętam już ile), piach, pracę koparek. Poziom gruntu został podniesiony w niektórych miejscach o kilkadziesiąt centymetrów. Nie zmienia to faktu, że nadal są na działce góry i doliny, których nie da się zagospodarować. Ostatnio działka wyglądała mniej więcej tak:
W kącie rośnie to, co już zakupiłam lub dostałam, czyli jakieś tulipany, pomidorki, bazylia, maliny i inne tałatajstwo. Zdjęcia nie zrobiłam, ale może i nie ma co patrzeć na ten obraz nędzy i rozpaczy.

Przekopałam wszystkiego jakieś 10 może 15 metrów kwadratowych. Z około ośmiuset, które trzeba by zagospodarować. Ale oprócz kopania trzeba jeszcze skończyć plantowanie, uformować skarpę, grabić, grabić, grabić, walcować i grabić.
Jak pisałam wcześniej, coś z rolnikiem nie wychodzi. Może jeszcze Łu do niego zadzwoni? Prosiłam o ofertę na przygotowanie działki lokalnego wykonawcę ogrodów. Ale wykonawcy i projektanci chyba zawaleni są robotą, bo tygodniami trzeba czekać (sprawdzone na trzech przypadkach). Z tego wszystkiego, to chętnie sama bym się za wszystko zabrała, tylko kiedy, gdy ciągle jakaś kula u nogi jęczy, że chce do domu; albo włazi w rozlany beton; albo rozsypuje to co powinno być na kupce. Jęczące kule próbowałam do czegoś zaprząc, ale wtedy jęczenie przybiera na sile a we mnie budzą się mordercze instynkty. Nerwowa jakaś jestem, czy co?
Wczoraj przymierzyliśmy się do grilla, co do którego wykonawca się przymawiał od dłuższego czasu. Zakupiłam co trzeba, ale przygotowywać nie lubię. A wciągnęło mnie kształtowanie skarpy do tego stopnia, że chyba przez cztery godziny przewalałam ziemię wzdłuż wyznaczonych sznurków (zdjęcia nie zrobiłam). Postęp mizerny. Ale widać zarys skarpki. W każdym razie ja robiłam robotę głupiego, znaczy się łopatą, Łu szykował grilla. Słusznie wychodząc z założenia, że nie ma sensu robić bezsensownych prac. Tylko kiedy wreszcie załatwimy kogoś z maszyną, kto by nam to zorał i zabronował?
W tej chwili plan, a właściwie podstawa pod plan wygląda tak:
i to tego planu ma się dopasować ewentualny wykonawca projektu ogrodu. Może zrobić to samemu? Odechciewa mi się współpracy z kimkolwiek. Wrr...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz