piątek, 25 kwietnia 2014

Problem drzwiowy, drogowy i masa innych

Napisałam do pana z firmy od drzwi (i okien) z prośbą o znalezienie czegoś do 4 tys. zł, tak, żeby drzwi zewnętrzne (w tym garażowe) i brama zmieściły się w 10 tys. zł. Wyszło, że wtedy wystarczy nam tylko na drzwi stalowe. Musimy to obgadać z Łu, który obecnie wędruje po świecie.

Jeśli chodzi o problem drogowy, to skłonił mnie on do napisania przez skrzynkę kontaktową listu do starosty powiatu o takiej treści:
Dzień dobry Panu,
chciałabym zapytać o terminy i możliwość budowy przynajmniej chodnika wzdłuż ulicy Chłopskiej w Smolcu. Wiem, że toczą się jakieś rozmowy w tym zakresie, natomiast ich realizacja jest wielką niewiadomą. Codziennie sama korzystam z tej drogi, jak pewnie około tysiąca osób, które mieszkają wzdłuż niej. Wielokrotnie o mało nie zostałam rozjechana. Wczoraj byłam świadkiem, gdy bus zepchnął z drogi około dwunastoletniego chłopca jadącego prawidłowo na rowerze. Dziecko przewróciło się. Na szczęście nie pod samochód. Próbowałam sprawę zgłosić na policję, jednak nie chcieli ode mnie przyjąć zgłoszenia, a chłopiec być może nawet nie przyzna się rodzicom co się stało. Czy naprawdę musi dojść do tragedii, żeby ktoś coś zrobił w tym temacie?
Pozdrawiam,
JDM

Przykre, że sytuacja z tym dzieciakiem na rowerze (wyglądała naprawdę nieciekawie), to nie pierwsza, jaką widziałam. Mam nadzieję, że cało przeżyje do zbudowania chodnika.

Kolejny problem to choroba Po. Tym razem ma wiatrówkę. Choroba sama w sobie może przebiegać łagodnie, i na razie tak to wygląda. Niemniej siedzimy w domu.

No i nieustający (od trzech miesięcy) problem z wykonawcą i dachem. Znowu zadzwonił (wykonawca, a nie dach), żeby mu zapłacić 'bo bieda'. Przykre. Ale ja też chciałabym mieć skończony dach. :( Może jakoś bardzo trudna sytuacja to nie jest - w porównaniu do tego, co można przeczytać na blogu podanym kilka postów wcześniej, ale... bardzo mnie denerwuje, że prace są pozaczynane i niepokończone. Wszystko jest rozwalone. Wejście z kolejną pracą na syf wiąże się ze stratami, problemami itd. Patrzeć już nie mogę na te ciągłe tyły.

A z przyjemniejszych rzeczy, to dokupiłam dzisiaj trzy krzaczki borówki amerykańskiej, bo koleżanka powiedziała, że pojedynczy nie będzie owocował, bo nie będzie miał go kto zapylić. To już mogą się w cztery zapylać. Zobaczymy co z tego będzie. Z rozpędu skopałam też jakieś 10 m2. W tym tempie, to może do końca lata wyrobiłabym się ze skopaniem działki. Ale czy w sumie gdzieś mi się spieszy? Szczególnie, że (kolejny problem) projektanci i rolnik, który miał przeorać działkę nie mają dla nas czasu. No i pytanie, czy na działkę mamy finanse. Bo wychodzi, że zaczynamy skrobać po dnie. Byle do wprowadzenia się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz