niedziela, 27 kwietnia 2014

Ogródek...

...czas zacząć.
W poprzednim poście pokazałam plan działki. W tym planie jest zaznaczona skarpa, która oddziela coś, co ma być w miarę poziome (przy budynku) od fragmentu trzymającego poziom działek sąsiadów, a opadające w kierunku zachodnim i odzwierciedlające poziom działki sprzed nawiezienia kilkuset ton ziemi. Niestety, kopary grasujące po działce za nic miały moje dyspozycje, że tam ma pozostać pas obniżony. Nawalili tam ziemi. Skarpy nie było. Trochę się zawzięłam (ku politowaniu wszystkich w koło) i 'temi ręcami' zaczęłam kształtować teren pasa przy płocie. Sznurkami wyznaczyłam dolny i górny poziom skarpy i zamieniłam się w buldożer. Efekt dwudniowej pracy wygląda tak:
Czyli nic nie widać. :(
A może jednak trochę widać, bo Łukaszowi chyba jednak trochę efekt się spodobał. ;) Przynajmniej ładnie zarysowały się kształty działki; miejsca, gdzie dobrze byłoby posadzić wyższą i niższą roślinność. Osobiście, to coraz bardziej wierzę w to, że zarówno plan jak i założenie ogródka jest w naszej mocy. Roboty jest ogrom. Na początek właśnie chciałabym ogarnąć ten pas pod płotem. Na skarpie umocnionej głazami, które urodziła nasza działka (kilku ja nie byłabym w stanie ruszyć) planuję posadzić poziomki. Akurat będą wystawione na słońce. Przynajmniej do czasu, gdy tuje za płotem ich nie zasłonią. Wrr...
Obniżony pas prawdopodobnie wykorzystamy na ogródek. Na górnym poziomie, przy skarpie, planuję posadzić wyższe drzewa, które piętrowo będą schodzić w kierunku domu. Za parę lat dałoby to odgrodzenie widoku w tę stronę.
Kilka wolnych dni przed nami, zobaczymy co z tego wyniknie. Jutro postaram się pożyczyć glebogryzarkę.
I jeszcze jeden miły aspekt całej sprawy. Kilka godzin spędziliśmy na dworze. Zresztą jak chyba wszyscy sąsiedzi w koło. W mieszkaniu to się jakoś nie udaje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz