środa, 9 kwietnia 2014

Poczta

Mieszkamy na wsi. Wiąże się to pewnie z wiejskimi klimatami i wiejską mentalnością tu i ówdzie, co zazwyczaj sobie chwalę i przedstawiam jako plus życia na wsi. Ale dzisiejsza wizyta na poczcie trochę mnie osłabiła.
Przede mną dziewczyna odbierała jakąś przesyłkę w kopercie bąbelkowej. Przesyłka została uszkodzona i zaklejona na poczcie (akurat nie naszej), co pani w okienku oznajmiła dziewczynie z komunikatem, że dziewczyna może otworzyć i sprawdzić przy niej, czy wszystko jest. Dziewczyna stwierdziła, że miała tam być tylko jedna rzecz, więc jeśli czuć cokolwiek, to nie będzie zaglądać. Głucha na te uwagi pani w okienku powiedziała, że może jej otworzyć przesyłkę. Dziewczyna stwierdziła, że dziękuje, ale nie trzeba. Z niedowierzaniem patrzyłam, jak mimo wszystko pani z okienka otwiera nożyczkami przesyłkę i - a jakże - zapuszcza żurawia do środka. Dziewczyna nic. Zabrała przesyłkę i poszła.
Potem ja odbieram przesyłkę do Łu. Poleconą, za zwrotnym potwierdzeniem. Nikt mnie nie sprawdził, tylko ta sama pani z okienka podsuwa mi papierki do podpisania. Ponieważ przesyłki jeszcze nie widzę, czekam. Czekam. Pani się ocknęła i pyta się, czy 'żona', bo 'jeśli tak, to proszę dopisać'. Bo ona już wie, że to deklaracja śmieciowa. Zażartowałam, że skoro deklaracja śmieciowa do męża, to i do mnie. Ależ nie, bo do głównego najemcy lub właściciela. Tonem, że też ja, głupia baba, się nie orientuję, że wystarczy do tego głównego. A ja naiwnie myślałam, że w małżeństwie równouprawnienie mamy. Jak widać, nie wszędzie.

I nie problem w tym, że na koperta była zaadresowana do Łu, bo pewnie tak było dlatego, że Łu załatwiał sprawy podatkowe w gminie. Ale dlatego, że dla niektórych ciągle oczywiste jest kto w małżeństwie jest główniejszy.

A tak w ogóle to chyba jakieś skrzywienie mam na tym punkcie. Jeszcze jeden przykład:
W 'moim' banku mieliśmy kredyt hipoteczny. Jakoś tak się złożyło, że powiązane z tym kredytem było moje konto. I pewnie przez to (a może z racji starszeństwa ;) ) na wszystkich umowach i innych dokumentach byłam oznaczona jako kredytobiorca 1. Chyba jedyne znaczenie, jakie to miało, to kolejność podpisów w rubryczkach. Ostatnio zamieniliśmy jeden kredyt na drugi. Ze względu na konto i załatwianie wszystkich formalności również występowałam pod liczbą porządkową 1. Nie wiem czy przez przypadek (być może) po uwspólnieniu konta, na którymś kolejnym dokumencie kolejność zamieniła się.
No, na teorię spiskową się to nadaje. ;)

4 komentarze:

  1. W jej małżeństwie pewnie wiadomo, kto główniejszy :) Się nie czepiaj, jeszcze dużo wody upłynie w Odrze i Oławce, zanim się ludziom wyrówna ;)

    A co tam przepływa najbliżej Was?

    OdpowiedzUsuń
  2. Bystrzyca. Fajnie byłoby się wybrać na jakiś spływ pontonem po niej.

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie ręce opadały, jak jeszcze w czasach, kiedy mieszkałam z mężem, ludzie pytali mnie, czy mąż mi pomaga przy dzieciach. Jasny szlag. Od kiedy to opiekowanie się własnym dzieckiem pod wspólnym dachem jest pomaganiem komukolwiek? (Teraz co innego, jestem samodzielną matką, ojciec płaci alimenty i teraz faktycznie takie pytanie ma prawo bytu. Ale pod wspólnym dachem, w pełnej rodzinie?)

    OdpowiedzUsuń