środa, 4 grudnia 2013

Znacie to paskudne uczucie...

...gdy macie wrażenie, że jeszcze jest szansa, ale praktycznie już trzeba się pogodzić z porażką? I człowiek zaczyna już liczyć, jak zminimalizować straty?

Pewnie tragizuję. Bardziej może chodzi o to, że już się nastawiliśmy na coś, co raczej nie wyjdzie. Choć wykonawca nas pociesza, że będzie miał co robić na budowie, ale...
...jakoś tak wypadniemy z planu i trzeba będzie wszystko przereorganizować. Ale o czym to ja plotę?

Właściwie jest to kontynuacja wczorajszego posta. Że nie zdążamy. Że jutro jest być może ostatnia szansa w tym roku na prace murarskie. I ta szansa zrobiła się już bardzo malutka. Może taka malutka, że już jej właściwie nie ma? I misternie ułożony plan rozsypuje się w proszek.

A tak konkretami...
Byłam dziś po południu (pardon... w nocy) na budowie. Szalunków pod lukarnę nie widziałam. Czyli raczej jutro jej nie zrobią. Nie będzie lukarny = nie będzie dachu = nie będzie okien = nie będzie instalacji. Z tego wynika kwestia zabezpieczenia budowy na zimę. I tu znowu obudziłam się wczoraj, że trzeba było impregnat kupić do drewna. Właściwie kupujemy ten impregnat od co najmniej tygodnia, ale ciągle nie mogliśmy dotrzeć do sklepu, a jak już raz dotarliśmy, to po czasie otwarcia. Wczoraj już, w te pędy (czyli za pięć 21) wpadłam do Castoramy. Zakupiłam 10 litrów impregnatu podstawowego Bondex. Jest jeden mały problem. Aby go (i każdy inny) użyć, temperatura powinna być wyższa niż 5 st. C. A tu dziś rano było -4. I w ciągu dnia oscylowała ok. zera. Czyli impregnacja też musi poczekać. Tylko do kiedy? Może za tydzień będzie odwilż? Chyba nie, bo zapowiadają spadki temperatury do -13 st.C. Czyli szansa jest, ale właściwie jak w totku.
O, zapomniałam sprawdzić totka!

Po chwili...

Ech. Kpina jakaś. Mam cyferki: 12, 13, 14, 16, 32, 35.
A wygrały: 13, 14, 17, 31, 37, 42.
Czyli PRAWIE czwórka. A w rzeczywistości figa z makiem.
Idę spać.

2 komentarze: