czwartek, 27 marca 2014

Przejścia z budowlańcami

...bezsennie nie jest (to w nawiązaniu do wcześniejszych postów), przynajmniej ja śpię jak zabita. Niemniej z wykonawcą mamy przepały. Ma duży problem z wykończeniem 'drobiazgów', a my go ciśniemy. Dach miał być skończony w styczniu. Mamy końcówkę marca. Wczoraj był kierbud i odbierał dach. Zgłosił ileś uwag. Na moje pytanie, czy mam uznać dach za odebrany powiedział, że dopiero po poprawkach i w przyszłym tygodniu przyjdzie zobaczyć. Sama też byłam na budowie. W głównym budynku nie miałam czego szukać (robota przy tynkach wre), więc wlazłam sobie na stryszek w garażu. Popatrzyłam przez okno, rozejrzałam się po dachu i...
- folia pod oknem dachowym wyglądała nieźle, ale coś mnie zaniepokoiło - górna była włożona pod dolną. Ruszyłam, rozlazło się i w ogóle okazało się, że jest niewykończone. Babol, znaczy się.
- później zainteresowało mnie, w jaki sposób skręcili ostatnie krokwie, takie przylegające do ściany budynku. No po prostu z jednej strony krokwi jest ściana, z góry krokiew leży przy dachu; a widzę, że śruba sterczy, więc jak włożyli podkładkę i nakrętkę z drugiej strony? Od zewnątrz budynku też nie było szans!
- popatrzyłam na inne śruby i skręcenia krokwi. I co? I część krokwi ma śruby i nakrętki, a część ma tylko włożone śruby. Bez nakrętek. Czyli wcale nie jest skręcona.
Ciekawa jestem, czy kierbud to widział.
Z kolei Łu gdy wrócił do domu i usłyszał, to aż go trafiło (i być może nie mógł spać), bo wykonawca stwierdził, że kierbud odebrał dach i że może by mu coś skapnęło. Ja rozumiem, że za coś trzeba żyć, ale wg umowy to za dach miało być płacone PO robocie. A tu dach właściwie zapłacony (co parę dni wyciągane po kilka stówek) a nieskończony.
W ramach wcześniejszych 'przepałów', w piątek, zapowiedziałam już wykonawcy, że nie dostanie ani grosza do skończenia dachu. I na tym się to skończy. Howgh!

Żeby nie było, to niejedyny numer. Wcześniej już tak sobie pograli z tynkami, że gdy w poniedziałek wpadłam, okazało się, że stan jest inny niż ten, o którym Łu mówił rano. Poprosiłam więc pana na boczek, powiedziałam, że po robocie oczekujemy go u siebie:
- Ale on nie może, bo brata musi odwieźć.
- No to kiedy może?
- Jutro.
- Dobrze, to proszę być jurto.
- To on będzie.

'Jutro' nawet nie zaglądnęłam na budowę - nie mogąc na nich patrzeć. ;) Za to Łu podjechał i się dowiedział, że budowlaniec też nie może, bo... brata musi odwieźć. Będzie w czwartek. Gdy się o tym dowiedziałam, zadzwoniłam do wykonawcy, że w czwartek to już nie będziemy mieć o czym gadać i że czekamy na niego teraz, dzisiaj. Przyjechał wieczorem. Ustaliliśmy część szczegółów dalszej współpracy (zakres, terminy), co do szczegółów płatności, to miał określić sposób mierzenia powierzchni, spisać na kartce i przedstawić nam. Nie zrobił tego. Coś czuję, że dzisiaj zostanie poinformowany, że w takim razie powierzchnia będzie liczona 'po naszemu'. Howgh.

Podsumowując: na moje oko to takie stare metody wyciągania pieniędzy. Po troszeczkę, ile się da. Dopóki inwestor się nie zorientuje i nie powie 'stop', to pieniążki wypływają. Jak inwestor zapomni o jakichś 'drobnych' wypłaconych, to nawet jeśli prowadzi buchalterię, to może zapłaci więcej. Do końca nie będzie ustalony sposób zapłaty, bo cena niby jest, to potem się powie 'jeszcze za to i jeszcze za tamto'. I tak po grosiku. A ty, niezorientowany inwestorze, dajesz się skubać po piórku. No i tak dajemy się skubać. Wrrr...

4 komentarze:

  1. Witam, też właśnie buduję dom w okolicach Wrocławia. Na razie nie użeram się z budowlańcami, jestem na etapie fundamentów ale w październiku się wprowadzam do nowego domu bo stary już sprzedany, więc jest ciśnienie. Czytałam Twój wątek o nadbitce i podbitce, też przerabiam te dylematy. Będę zaglądać co u ciebie a gdybyś chciała zajrzeć do mnie to www.moje-slow-life.blog.pl Lada dzień powinnam wrzucić zdjęcia z budowy i coś napisać, na razie ganiam i organizuję. Buduję sama, mąż został jedynym żywicielem rodziny i nie może zawalić pracy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, w jeden sezon od fundamentów do zamieszkania to będzie jazda bez trzymanki. Jeszcze pierwsze etapy jakoś idą i widać szybko ogromne efekty, ale im dalej, tym więcej rzeczy (drobnych, ale ilościowo masa) jest do zrobienia. Na pewno zaglądnę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przejrzę wieczorem twojego bloga. Zaciekawiłaś mnie. Widzę, że idziesz w pasywny. My budujemy energooszczędny. Fajnie będzie powymieniać się spostrzeżeniami. Mamy projekt indywidualny ale buduję według wyższych standardów niż się przyjęło. Okolica wydaje mi się znajoma. kojarzę twoje okolice. My mieszkamy i budujemy się w gminie Długołęka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Domek nie jest pasywny, ale również energooszczędny. Trochę staramy się 'podkręcić' parametry, bo na przykład okna są lepsze niż w projekcie, zrezygnowaliśmy z jednego komina. Ale to za mało, żeby domek był pasywny. Do tego musielibyśmy dodać więcej ocieplenia na ścianach, w dachu i podłodze.
    My mieszkamy po przeciwległej stronie Wrocławia. :)

    OdpowiedzUsuń